Bezpłatna aplikacja na komputer – MM News... i jestem na bieżąco! Sprawdzam
Aktualności

Od ośrodka wychowawczego po więzienie - wadliwy system psuje dzieci

Kary za samookaleczenie, leki psychotropowe zamiast terapii, wychowawcy z misją, ale bez szkoleń, przerzucanie dzieci pomiędzy placówkami - to rzeczywistość młodzieżowych ośrodków wychowawczych. Nie ucieczki wychowanków są tu największym problemem - mówią eksperci i dodają, że bez głębokich zmian MOW-y pozostaną przechowalnią trudnych nastolatków, które po osiągnięciu pełnoletności, płynnie zapełnią zakłady karne.

 
Wkrótce ma zostać opublikowany raport Zespołu Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur przy Biurze RPO dotyczący opieki psychiatrycznej nad dziećmi, wychowankami  placówek resocjalizacyjnych. Z materiałów - do których dotarło Prawo.pl - wynika m.in., że MOW-y (w których przebywają dzieci od 13 roku życia, także te które uciekały z domu lub wagarują) nastawione są jedynie na wsparcie doraźne nastolatków, nie ma rozwiązań i nie ma kadry, która mogłaby ich diagnozować, prowadzić z nimi terapie grupowe czy indywidualne. A zakres problemów dzieci jest bardzo szeroki - od uzależnień, po traumy po przemocy w rodzinie czy wykorzystywaniu seksualnym.
 
 
 - Leki psychotropowe, które dostają, koła zainteresowania, które się im oferuje - nie wystarczą - mówią specjaliści. Dodają, że reforma postępowania wobec nieletnich - która obecnie jest przeprowadzana - powinna skupić się na wyciągnięciu tych placówek z lat 70. ubiegłego wieku, a nie tworzeniu nowych ośrodków wychowawczo-adaptacyjnych, które część bardziej problematycznej młodzieży miałyby przejąć. - Te dzieci mają duży potencjał, potrzebują jednak wsparcia, uporania się z przeszłością i perspektyw - mówią. 
 
Jak wynika z raportu przygotowywanego w Biurze RPO, jednym z największych problemów MOW-ów (jest ich w całym kraju ok. 95) jest to że nie są profilowane. Podzielone są jedynie na ośrodki wychowawcze resocjalizacyjne i rewalidacyjno-resocjalizacyjne. Te ostatnie przeznaczone są dla nieletnich z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim. W pozostałych co do zasady przebywają dzieci niedostosowane społecznie, czyli takie które wykazują demoralizację albo popełniły czyn karalny. Nie ma natomiast ośrodków, które byłyby nastawione na nastolatków np. uzależnionych od alkoholu, od środków psychoaktywnych, narkotyków czy dopalaczy. 
 
- Nie ma też  placówek przeznaczonych dla nieletnich z zaburzeniami psychicznymi gdzie oddziaływania byłoby sprofilowane i ukierunkowane na ich potrzeby. Nawet w zakładach poprawczych jest inaczej, choć tych placówek - powiedzmy specjalistycznych - jest niewiele. W MOW-ach jest szerokie spektrum problemów od dzieci uzależnionych, poprzez nieletnich z zaburzeniami psychiatrycznymi, którzy systematycznie zażywają leki, nieletnich którzy popełnili czyn karalny, dokonali rozboju, albo kradzieży, po dzieci które trafiły tu w związku z demoralizacją, czyli nie chodzą do szkoły, wagarują, używają wulgaryzmów - mówi Prawo.pl dr Justyna Jóźwiak z Zespołu KMPT przy Biurze RPO. 
 
Przypomina, że w MOW-ach mogą być też umieszczani nieletni w tzw. trybie tymczasowym na podstawie artykułu 26 ustawy o postępowaniu w sprawach o nieletnich. - Czyli w trakcie toczącego się postępowania, nie zostali jeszcze osądzeni. W przypadku dorosłych - są skazani i tymczasowo aresztowani i to są dwie grupy, które są mocno od siebie izolowane. W przypadku nieletnich wszystkie kategorie wychowanków trafiają do jednej placówki. To jest ogromne wyzwanie dla personelu. I o ile MOW ma niewielką pojemność - np. 26 wychowanków, to można nad tym jeszcze teoretycznie zapanować, pod warunkiem wyspecjalizowanej kadry. Ale jeżeli placówki liczą 80, 90 wychowanków albo ponad 100, sytuacja się komplikuje - dodaje. 
 
Jednym z przykładów, na który powołują się przedstawiciele RPO jest sprawa chłopca uzależnionego od heroiny, Czeczena z pochodzenia i muzułmanina. Trafił do MOW-u po długim okresie zażywania narkotyku i wymagał szpitalnego detoksu, ale szpital nie chciał go przyjąć. Pracownicy MOW-u zaczęli więc szukać na własną rękę ośrodka leczenia uzależnień, który by go przyjął. Okazało się, że takie ośrodki są ale nie realizuje się w nich obowiązku szkolnego, poza tym część z nich to ośrodki katolickie. W efekcie MOW sam zajął się dzieckiem i przeprowadził detoks.  - W takich sytuacjach powinny być jednak podjęte kolejne kroki zmierzające do leczenia uzależnienia psychologicznego, do którego konieczna jest profesjonalna terapia - wskazują eksperci. 
 
 
Profesor Marek Konopczyński z Uniwersytetu w Białymstoku mówi wprost - dopóki nie będzie ośrodków profilowanych, czyli dla określonej kategorii dzieci i młodzieży, gdzie będą zatrudniani specjaliści z wykształceniem profilowanym, będzie panował chaos w kierowaniu i pracy wychowawczej w tych placówkach.
 
 - Od lat środowisko akademickie postulowało żeby dokonać profesjonalizacji MOW-ów i w ramach tych placówek wyodrębnić takie, które będą się zajmowały określonymi kategoriami dzieci i młodzieży, by ten podział nie był związany z rodzajem czynów, tylko z parametrami, zaburzeniami osobowości osób tam trafiających. Czyli ośrodki nastawione na prace resocjalizacyjną i pracę terapeutyczną a nie – tak jak jest obecnie – kierowanie dzieci tam gdzie jest miejsce. Obecny stan nie trzyma się logiki – mówi ekspert. 
 
Przypomina, że zgodnie z współczesnymi koncepcjami resocjalizacji, przyczynami nieprzystosowania społecznego są zaburzone potencjały rozwojowe czy możliwości rozwojowe nieletnich. - Zadaniem takiego ośrodka powinno być wyrównanie tych braków i przede wszystkim nastawienie na rozwój potencjałów młodych ludzi. Jeżeli młody człowiek ma potencjał sportowy, to powinny być profilowane ośrodki w tym zakresie, podobnie jak szkoły sportowe. Te dzieci powinny trafiać do ośrodków, które dają im szansę na rozwój, bo to jest szansa na wyprowadzenie ich na prostą drogę  – wskazuje profesor.
 
Kolejnym wskazywanym problemem jest brak zorganizowanej opieki psychiatrycznej i terapeutycznej.  Eksperci podkreślają, że praktycznie w każdej historii wychowanka MOW-u pojawia się podobny schemat - trauma z dzieciństwa, mająca różne przyczyny - od molestowania seksualnego, poprzez przemoc fizyczną, psychiczną ze strony najbliższych, porzucenie przez rodziców, ich samobójstwo, po uzależnienia rodziców, alkoholizm czy narkomanie. To też często dzieci od najmłodszych lat zaniedbywane fizycznie.  - Stąd konieczna jest w ich przypadku kompleksowa opieka terapeutyczna, medyczna, wsparcie pedagogiczne i wychowawcze,  ponieważ jeśli nie uporają się ze swoimi problemami teraz to nie uporają się z nimi też w życiu dorosłym - mówi Jóźwiak.  
 
Z wizytacji przedstawicieli RPO wynika, że w każdym MOW-ie jest od kilku do kilkunastu nastolatków przyjmujących leki psychotropowe.  Najczęstszym rozpoznaniem stwierdzonym przez psychiatrów są przy tym zaburzenia zachowania i emocji, w tym zaburzenia opozycyjno – buntownicze, czyli: brak koncentracji, agresja, niestosowanie się do norm ogólnie obowiązujących, niewykonywanie poleceń opiekunów, nadpobudliwość i np. uzależnienie. Są one tożsame z pojęciem demoralizacji, które w postanowieniach sądu najczęściej opisywane jest jako właśnie naruszanie zasad współżycia społecznego, uchylanie się od obowiązku szkolnego, buntowniczość, uzależnienie, używanie wulgaryzmów.
 
- Dziecko, które doznało traumy w dzieciństwie nie dostaje pomocy, bo rodzice nie interesują się jego losem, nie ma poczucia bezpieczeństwa, zaczyna sprawiać problemy, trafia do domu dziecka, z domu dziecka do MOW-u, z jednego MOW-u do kolejnego. Po drodze są hospitalizacje psychiatryczne. I dostaje wypis, w zaleceniach lekarz przepisuje zazwyczaj leki, które ma przyjmować i inne zalecenia np. konieczność uczestniczenia w terapii indywidualnej, albo w terapii grupowej, albo oddziaływanie wzmożone dla dzieci DDA. I to ważne, bo jest pomysł na pomoc.  Problem w tym, że wraca do MOW i ... oprócz leków, pozostałe zalecenia nie są realizowane - zaznacza Jóźwiak. 
 
W MOW-ach zatrudniony jest co prawda psycholog i pedagog, ale spotkania z nimi - jak mówią rozmówcy Prawo.pl - są doraźne, czyli jak coś się stanie, dziecko się samookaleczy, nie pojedzie na święta do domu. Na propozycje, by zawiązywać współpracę z organizacjami pozarządowymi, które się specjalizują w takich terapiach dyrektorzy odpowiadają, że dziecko trzeba tam dowieźć - a często to daleko lub,  że uczestniczyło w zajęciach, ale się zniechęciło.  Jedynym oddziaływaniem poza lekami staje się więc - raz na kilka miesięcy - konsultacja psychiatryczna w poradni zdrowia psychicznego, celem wypisania kolejnej dawki. Jej przebieg - na co zwrócono uwagę w przygotowanym raporcie -  jest dość automatyczna. Lekarz pyta dziecko jak się czuje i przepisuje leki, które wydają mu wychowawcy. Dzieci nie są nawet świadome, że powinny powiedzieć, że zasypiają po nich na lekcjach. 
 
Źródło: prawo.pl