„Większość rzeczy w życiu nie ma znaczenia, więc nie ma sensu nad nimi płakać” – przeczytałam dawno temu na czyimś blogu. Motto wydało mi się ważne, więc wpisałam je do podręcznego pliku, w którym uwieczniam tzw. prawdy uniwersalne. Ale… czy płynie z niego rzeczywiście jakaś mądrość, czy jest to tylko gładkie powiedzonko?
„To przecież tylko drobiazg”
Niedawno mój ośmioletni siostrzeniec wykonał na zajęciach plastycznych sznurkową wyplatankę przedstawiającą jamnika. Był z niej bardzo zadowolony. Kilka dni później starszy brat niechcący potrącił ramkę ustawioną na półeczce nad ich wspólnym biurkiem. Gdy spadała, jeden z delikatnych sznureczków zaczepił o wystający haczyk. Jamnik zamienił się w bezkształtny stosik nitek, a Rysio rozpłakał się rzewnie. Kto w tym momencie odważy się mu zacytować przytoczoną mądrość?
Piętnastoletnia Ola bardzo się przejmuje, że na brodzie wyskoczył jej brzydki pryszcz. Za dwa dni idzie na koleżeńską imprezę. Gdyby jej opowiedzieć o smutku Rysia, zdziwiłaby się, że można się zamartwiać takim drobiazgiem. Przecież to nie był Picasso. Krosta, tuż przed wieczorem, na którym będzie pod obstrzałem spojrzeń całego rówieśniczego towarzystwa, być może obgadana przez koleżanki, wykpiona przez chłopaków – to jest dopiero tragedia!
Że tak nie jest, dobrze wiedzą jej rodzice. Jakiś czas temu wzięli kredyt na większe mieszkanie, wysokość spłat niestety od tamtego czasu podskoczyła, pensje nieco mniej, doszły inne wydatki i teraz muszą liczyć każdy grosz, a w perspektywie widzą rosnące rachunki. To jest dopiero powód do zmartwienia, prawda?
Nie zgodziłby się sąsiad z naprzeciwka, który nie ma żadnych kredytów, ale też nie ma nikogo bliskiego. W obliczu paraliżującego stawy zwyrodnienia dowiedział się niedawno, że już nie może mieszkać samodzielnie. Ze zgrozą myśli o czekającej go przeprowadzce do domu opieki.
A pani, która sprząta klatki i hol ich bloku, z trójką dzieci uciekła spod bomb spadających na okolice jej miasteczka w Ukrainie. Ona chciałaby mieć takie problemy: zniszczony obrazek, pryszcze, kłopoty finansowe, perspektywę utraty samodzielności. Za to od kilku miesięcy nie miała wiadomości z frontu od najstarszego syna.
Przewrotnie zaczęłam tekst o tym, że nie jest dobrze przejmować się byle czym. Podstępnie skonstruowałam drabinę przykładów (wszystkie są autentyczne, poza relacjami łączącymi poszczególnych protagonistów). Z premedytacją zagrałam w grę „moje na wierzchu”, w której ludzie licytują się swoimi problemami. Taka gra nigdy się nie kończy.
Warto przyznać szczerze przed samym sobą – czy jesteśmy w stanie określić, co jest drobiazgiem, do którego nie należy przywiązywać zbytniej wagi, a co jest tą „naprawdę ważną kwestią”, która ma prawo zaprzątać nasze myśli? Kiedy bowiem dziecko płacze, lepiej pocieszać, niż tłumaczyć bezsens jego smutku. To samo dotyczy problemów ludzi w każdym wieku i każdej sytuacji życiowej. Nikomu nie wolno stawiać się w pozycji sędziego, który wartościuje cudze zmartwienia.
Z drugiej strony – bo zawsze jest jakaś druga strona – jak mawiał Tewje z niezapomnianego Skrzypka na dachu, warto nauczyć się sztuki rozróżniania rzeczy ważnych i mniej ważnych. Nie na zasadzie tworzenia następnej piramidy – na podobieństwo tej żywieniowej, którą kolejne pokolenia dietetyków meblują od nowa, czy też znanej piramidy potrzeb, wymyślonej dawno temu przez Abrahama Maslowa, zdezawuowanej jako kreacja kultury białych, zamożnych, wysoce wyedukowanych mężczyzn. Ani też nie w celu określenia spraw obiektywnie, zawsze i wszędzie najistotniejszych. Szanując zasadę, że każdy ma swoją własną gradację celów, potrzeb i marzeń, można się pokusić o naszkicowanie kilku wskazówek, by się w niej nie zagubić i nie przegapić czegoś ważnego w gąszczu detali.
Od jednego do dziesięciu
Bywają momenty, w których uczucie przytłoczenia wielością spraw, problemów czy dylematów może paraliżować. Pierwszy z brzegu przykład może rozśmieszyć, chociaż w istocie stanowi znaczące wyzwanie. Kiedy dziecko po powrocie ze szkoły ma do zagospodarowania całe popołudnie, a jest już na tyle duże, że umie obdzielić uwagą więcej niż jeden przedmiot w bezpośrednim polu widzenia, zatrzymuje się w bezradności. Powtórzyć materiał do klasówki? Sprawdzić, co słychać na grupie klasowej? Wyjść z psem na spacer? Uporządkować książki, o co bardzo prosiła mama? Obejrzeć polecane przez przyjaciółkę filmiki o sztuce makijażu?
Człowiek dorosły, pracujący, niby dojrzały, też potrafi zmarnować cenny czas na podobne kombinowanie. Najgorsze są dni tzw. home office. Skończyć raport? A może najpierw przeczytać zaległy artykuł? Skorzystać ze sposobności, że siedzi się w domu, i nieco ogarnąć bałagan? Jest jeszcze ten serial, o którym ostatnio tyle mówią, może obejrzeć przynajmniej pierwszy odcinek?


