STAN PRAWNY NA 12 CZERWCA 2026
Likwidacja przedszkola, niezależnie od rzeczywistych przyczyn i konsekwencji takiej decyzji, niemal automatycznie wywołuje negatywne skojarzenia. Powszechna jest obecnie świadomość, że warunki demograficzne, w jakich działają placówki przedszkolne, prowadzą nieuchronnie do sytuacji, w której liczba tych jednostek staje się zbyt duża w stosunku do potrzeb. Wraz z tą świadomością jednak nie pojawia się z reguły refleksja o konieczności likwidacji.
Przeciwnie, likwidacja jednostki to dla wielu rodziców pozbycie się potencjału rozwojowego gminy, utrata miejsca budzącego sentyment (być może sami ci rodzice uczęszczali niegdyś do danej placówki) albo – po prostu – miejsca wielu pozytywnych doświadczeń.
Potrzeba likwidacji dotyka z reguły te jednostki, które są usytuowane na uboczu i posiadają zalety, którymi nie dysponują większe przedszkola w centrach miast. Mniejsze jednostki z kameralną atmosferą jednoznacznie kojarzą się z lepszą opieką, co nie musi być regułą. Rodzice bowiem nie dostrzegają często faktu, że placówka taka – jako jednostka nierozwojowa, gdyż w danej okolicy nie ma dzieci, które mogłyby uczęszczać do niej w kolejnym roku szkolnym – jest pomijana w zakresie wykonywania remontów. Przedszkola mieszczące się bliżej centrum i cieszące się większym zainteresowaniem są zazwyczaj lepiej utrzymane, przez co standard opieki również może być w nich wyższy. Przywiązanie do jednostki położonej bliżej miejsca zamieszkania jest naturalne – im dalej do przedszkola, tym trudniej zorganizować dowóz i odbieranie dziecka. Zarazem jednak wiele zależy od miejsca pracy rodziców.
Kombinacja wskazanych czynników powoduje, że każda najdrobniejsza wzmianka o likwidacji staje się natychmiast przedmiotem politycznej walki na szczeblu samorządowym, a emocje rodziców są w tej walce wykorzystywane jako doskonałe paliwo do prowadzenia kampanii. Jest to zresztą powód, dla którego decyzje o likwidacji były z reguły podejmowane w pierwszej połowie kadencji, aby do wyborów mieszkańcy zapomnieli o tego typu niepopularnych decyzjach. W tym zakresie jednak sytuacja również się zmieniła, demografia jest bowiem nieubłagana. W moim rodzinnym mieście chociażby na przestrzeni ostatniej dekady liczba urodzeń zmalała o prawie 2/3. Z takim zjawiskiem żaden samorządowiec nie wygra. Im mniej dzieci, tym mniejsze środki możliwe do przeznaczenia na utrzymanie przedszkoli, a prowadzenie jednostek, w których zostały oddział lub dwa, mija się z celem. Jakkolwiek potrzeby wspólnoty lokalnej to drogowskaz, którym każdy samorządowiec powinien kierować się w swojej pracy, to jednak konieczność zarządzania środkami finansowymi gminy w sposób racjonalny i oszczędny bierze górę. Czasem tańsze okazuje się przeniesienie dzieci likwidowanego przedszkola do innej jednostki i zorganizowanie im dowozu, rozwiązanie przekonujące tym bardziej, gdy jednostka ta jest nowsza, lepiej wyposażona i posiada dobrą lokalizację.


