Bezpłatna aplikacja na komputer – MM News... i jestem na bieżąco! Sprawdzam
Zapraszamy do zapoznania się z serwisem w wersji demo. Aby uzyskać pełen dostęp do treści kliknij "kup dostęp" i wybierz opcję najlepszą dla siebie.
, czyli dzisiaj kończy się dostęp do Twojego Niezbędnika. Przedłuż już teraz w promocji
Dostęp do serwisu wygasł w dniu . Kliknij "wznów dostęp", aby nadal korzystać z bogactwa treści, eksperckiej wiedzy, wzorów, dokumentów i aktualności oświatowych.

Członkini, inspektorka, kierowniczka, przewodnicząca. Świat na opak? Błąd edytora? Nie – feminatyw.  Z perspektywy językoznawczej nie ma wątpliwości, że żeńskie końcówki mogą być stosowane w rozmaitych aktach wewnętrznych. Jeśli osoba, np. pracująca w instytucji publicznej, chce swoje stanowisko określać feminatywem, to – o ile nie stoi to w sprzeczności z praktyką społeczną czy przepisami prawnymi – powinno spotkać się z pełną akceptacją. 

Wydaje się, że nikt i nic nie pobudza niektórych tak, jak użycie formy „gościni”. Kwestia żeńskich końcówek potrafi podnieść ciśnienie bardziej niż podwójne espresso oraz wywołać kwiecisty monolog u największego milczka. Warto przyjrzeć się bliżej, czym dokładnie są feminatywy i dlaczego ich użyciu towarzyszą niejednokrotnie tak silne emocje.  

Według Wielkiego słownika języka polskiego  feminatyw to „wyraz nazywający kobietę wykonującą określony zawód lub pełniącą określoną funkcję, traktowany jako pochodny słowotwórczo od wyrazu mającego rodzaj gramatyczny męski, nazywającego mężczyznę lub w ogóle osobę pełniącą tę funkcję lub wykonującą ten zawód”.

W pajęczynie zależności

Agnieszka Małocha z Uniwersytetu Wrocławskiego słusznie zauważa: „Feminatywy należą do takiej kategorii słowotwórczej, której twory są wyjątkowo mocno, wyraźnie i wielostronnie uwikłane w pajęczynę różnych, zmiennych zależności polityczno-kulturowych. Metafora pajęczyny wydaje się trafna ze względu na to, że od ponad 120 lat trwa proces uwalniania się nazw żeńskich z sieci rozmaitych uwikłań pozajęzykowych: emancypacyjnych, socrealistycznych, feministycznych”. Do wymienionych elementów możemy dodać choćby zagadnienia prawne i administracyjne. Mówiąc krótko: to problematyka wielopłaszczyznowa.

Niniejszy artykuł stanowi moją swoistą rekomendację dotyczącą feminatywów. Przedstawię ją w formie opowieści o języku, która oparta jest na dowodach naukowych.

Czy historia jest nauczycielką życia?

W dyskusji na temat feminatywów warto sięgnąć do historii języka. Pokaże nam to, czy rzeczywiście żeńskie końcówki to nowomoda, czy coś zakorzenionego w polszczyźnie. Żeby było jasne – nawet gdyby to było zjawisko powstające na naszych oczach, to i tak warto podejmować o nim dyskusję. Wszak feminatyw wiąże się z pełnioną funkcją społeczną, a dla niemałej grupy osób ma też tożsamościowe konotacje.

Fakt, że historia języka jest bogata w żeńskie końcówki (a jest, co za chwilę wykażę), po pierwsze falsyfikuje głoszoną przez niektórych tezę, że „to jakieś wymysły”, „kiedyś to tego nie było, to po co ma być teraz”, a po drugie – pokazuje niemałą produktywność wielu końcówek, co w rozważaniach nad formą nazwy stanowiska w instytucjach publicznych ma spore znaczenie.

W Słowniku polszczyzny XVI wieku