Osoby związane z systemem oświaty doskonale wiedzą, jakie są koszty emocjonalne pracy nauczyciela. Czy czują się w związku z tym obciążone bardziej niż inni pracownicy? A może są bardziej podatne na kryzysy i doświadczenie wypalenia? Czy zachowują właściwe proporcje między życiem zawodowym a prywatnym? Te i inne pytania nie tylko zachęcają do refleksji, lecz także dostarczają kilku ważnych wskazówek, jak nauczyciele mogą zatroszczyć się o swój własny dobrostan.
Słowem wstępu należy zaznaczyć, że niniejszy tekst powstał na podstawie moich własnych doświadczeń zawodowych pozyskanych w latach pracy nauczycielskiej, spostrzeżeń, które zapisywałam, prowadząc w latach 1998–2003 tzw. dziennik refleksyjnego praktyka (niczym Donald A. Schön swój), oraz doświadczeń z pracy terapeutki specjalizującej się we wspieraniu nauczycieli i nauczycielek w początkowych stadiach wypalenia zawodowego. Dlatego nie wszystkie zawarte w artykule spostrzeżenia mają charakter uniwersalny, natomiast mogą stanowić punkt wyjścia do własnych refleksji i budowania osobistych mechanizmów przetrwania.
Nauczycielka szeroko uśmiechnięta
Pamiętam pewien obrazek z którejś z książek towarzyszących mi na początku mojej szkolnej drogi: kobieta z kokiem na głowie, w skromnej, ale dobrze skrojonej sukience, stoi przy tablicy i pogodnie się uśmiecha. Małe dzieci są wyjątkowo podatne na przekaz graficzny, więc ten podręcznikowy obrazek ustawił mi niezwerbalizowany pogląd na zawód nauczycielski. Ciekawe tylko, czy moja ówczesna nauczycielka potwierdziłaby swój radosny status…
Z pedagogami, którzy prowadzili mnie przez szkolne lata, nie porozmawiam – niektórzy już nie żyją, do innych nie mogę dotrzeć. Owszem, mam kontakt z jednym z niewielu jeszcze żyjących – z nauczycielem rosyjskiego. Mówi, że czuł się dowartościowany, bo zawód był szanowany społecznie, a niskie zarobki były w tamtych czasach specyficznym powodem do dumy, że się nie należało do „podejrzanych”, bo dobrze zarabiający budzili raczej podejrzliwość niż podziw. Kiedy proszę, żeby sobie przypomniał jakieś cienie, stwierdza jednak, że zbyt wiele lat minęło.
Szperam więc dalej w pamięci – zaczynałam pracować w szkole w połowie lat 90. Jaka była wówczas psychologiczna sytuacja nauczycieli? Czy pracowali na swoistym emocjonalnym „poligonie”, jak obecnie wiele osób postrzega specyfikę tego zawodu? Czy wtedy mogłaby powstać książka w stylu „nauczycielskiego poradnika kryzysowego” (np. jak ta autorstwa Natalii Boszczyk)? Nie było wówczas takiego szerokiego zapotrzebowania, co nie oznacza, że wszystkie realia zawodowe przyciągały pięknymi perspektywami. Mimo to placówki oświatowe nie przedstawiały obrazu pola tak zaciekłej bitwy między „stanami”.
Dzisiaj właściwie wszyscy – nauczyciele, rodzice i uczniowie – stoją w szrankach, z niewielką, o ile jakąkolwiek korzyścią dla ogółu zainteresowanych. Przydałoby się zawrzeć pokój albo przynajmniej ogłosić rozejm, ale skoro na to się nie zanosi, to musimy się odpowiednio przygotować i zbroić. Może nie w oręż zaczepny, którym nauczycielom jednak wymachiwać nie wypada – ostatecznie niemal jedyne, co nam pozostało, to świadomość wysokich wymagań etycznych. Natomiast warto wiedzieć, jak przetrwać, a być może nawet ochronić ów archetypiczny nauczycielski uśmiech.
Zmiana perspektywy
Podczas spotkania ze znajomymi zatrudnionymi w rozmaitych branżach (z wyjątkiem edukacyjnej) rozmawialiśmy o emocjonalnych kosztach, jakie ponosimy w pracy. Z niejakim zaskoczeniem słuchałam, gdy zebrani wyliczali zagrożenia i obciążenia. Niezależnie od tego, czy większość zawodowego dnia spędzali w grupie, czy lwią część obowiązków wykonywali w odosobnieniu. Kiedy przyszła na mnie kolej, koleżanka uśmiechnęła się: „Uważajcie, teraz będzie o tym, jak straszliwie obciążający jest zawód nauczyciela”. Przyznam, że po wysłuchaniu poprzednich – niezaprzeczalnie szczerych – wyznań musiałam się roześmiać.
Niewykluczone, że osoby czytające niniejszy tekst, zatrudnione obecnie w placówkach edukacyjnych, skrzywią się nieco na to, co opowiedziałam w formie anegdoty. Będę jednak obstawać przy tym stwierdzeniu: w środowisku nauczycielskim faktycznie często przyjmujemy, że jesteśmy niewiarygodnie obciążeni! Być może jednak presja, której podlegamy, ma ten sam poziom co w innych środowiskach zawodowych. Co nam więc zaszkodzi próba zmiany perspektywy?
Zapewne powinniśmy spojrzeć na sprawę inaczej, szczególnie jeśli np. zorientujemy się, jak wiele czasu spędzamy, czytając wpisy na nauczycielskich forach społecznościowych. Nie dlatego, by dezawuować nasze refleksje dotyczące trudności pracy pedagoga. Wszystkie zawody opiekuńcze wymagają szczególnych predyspozycji i należą do najbardziej narażonych na wypalenie – to jest prawda potwierdzona obiektywnymi badaniami. Niemniej poszerzenie horyzontów nie musi być połączone z ignorowaniem specyficznych zawodowych wyzwań, może za to ułatwić uzyskanie jakże ważnego w życiu dystansu.


