Bezpłatna aplikacja na komputer – MM News... i jestem na bieżąco! Sprawdzam
Zapraszamy do zapoznania się z serwisem w wersji demo. Aby uzyskać pełen dostęp do treści kliknij "kup dostęp" i wybierz opcję najlepszą dla siebie.
, czyli dzisiaj kończy się dostęp do Twojego Niezbędnika. Przedłuż już teraz w promocji
Dostęp do serwisu wygasł w dniu . Kliknij "wznów dostęp", aby nadal korzystać z bogactwa treści, eksperckiej wiedzy, wzorów, dokumentów i aktualności oświatowych.

Między pasją a zawodem. O statusie nauczycielek i nauczycieli w Polsce Opracowała: Zofia Grudzińska, psycholog, nauczycielka języka angielskiego, współzałożycielka i koordynatorka ruchu społecznego Obywatele dla Edukacji „Między pasją a zawodem” to raport, który powstał na bazie badań przeprowadzonych przez agencję Kantar na zlecenie Fundacji Orange. Autorkami opracowania są Anna Buchner, Katarzyna Fereniec-Błońska i Maria Wierzbicka. W słowie wprowadzającym do raportu prezes Fundacji Orange, Konrad Ciesiołkiewicz, celnie zauważa, że „szkoła to Polska w pigułce”. Słowa te przywołują echo publicznych debat organizowanych na antenie radiowej Trójki w 2016 r. dotyczących przygotowywanej wówczas reformy edukacji. W jednej z radiowych dyskusji padło oskarżenie o to, że szkoła jest siedliskiem agresji. W odpowiedzi usłyszeliśmy głos socjolożki, która przypominała, że szkoła stanowi odbicie społeczeństwa, ponieważ w nim funkcjonuje, i trudno oczekiwać, aby – poza deklaracjami – panowały w niej wartości i zwyczaje inne niż przyjęte i uprawiane przez ogół obywateli. Prezes Ciesiołkiewicz przywołuje jednak nieco inną, bardziej idealistyczną interpretację: „(…) szkoła jest tym dla społeczeństwa, czym serce dla krwiobiegu: pompuje do pozostałych części świata społecznego strumień kompetencji: wiedzy, postaw zakorzenionych w wartościach i umiejętności”, aczkolwiek w tym samym zdaniu przyznaje, że „(…) jest także papierkiem lakmusowym systemów społecznych, ekonomicznych i politycznych”. Wydaje się, że to właśnie główne źródło napięć rodzących się w obszarze zarówno rozmów o edukacji, jak i jej funkcjonowania: obraz szkoły, jaka powinna być, powstaje na podstawie społecznie uznawanych wartości, ale jej codzienność jest kształtowana przez aktualne wpływy bezpośredniego i szerszego otoczenia. Uwaga: spoiler Nie dając czytelnikom szansy zapoznania się z przeglądem treści zawartych w raporcie, przedstawię swoją główną myśl krytyczną. Chodzi o tytuł. Sformułowanie „między pasją a zawodem” sugeruje bowiem istnienie jakiegoś spektrum służącego kategoryzacji rozmaitych zawodów czy postaw poszczególnych reprezentantów któregoś z nich (w tym wypadku – nauczycieli). Innymi słowy, implikuje on, że istnieją zawody w czystym tego słowa znaczeniu – uprawiane „na chłodno”, wyłącznie dla wynagrodzenia, zaś na drugim końcu znajdują się takie rodzaje ludzkiej działalności, które można określić jako „pasję” uprawianą całkowicie bez względu na okoliczności zewnętrzne, wyłącznie z podszeptu motywacji wewnętrznej. Sugeruje on też, że wśród nauczycieli znajdują się przedstawiciele wspomnianych wyżej dwóch ekstremalnych postaw wobec swoich obowiązków oraz jakaś – zapewne większa – liczba osób reprezentujących postawy mieszane. Otóż taka teza nie broni się we współczesnym świecie, w którym raczej nie zachowały się zawody na tyle proste, mechaniczne, że mogą być uprawiane wyłącznie z przymusu ekonomicznego, bez jakiegokolwiek zaangażowania emocjonalnego czy ciekawości poznawczej. Robotnik przy taśmie montażowej z XIX-wiecznej fabryki to już historia; obecnie w fabrykach pracują specjaliści, od których oczekuje się również określonego stopnia eksperckości i samodzielności. Picker-packerzy, czyli pracownicy magazynów Amazona lub innych molochów handlu online, wykonują pracę bynajmniej nie monotonną: sprawdzają kody, wybierają artykuły, decydują o rodzaju opakowania. Nawet pracownicy oczyszczania miasta, zwani potocznie śmieciarzami, muszą się orientować w aktualnie obowiązującym systemie recyclingu i monitorować prawidłowość selekcji pojemników wystawionych do wywozu. Nie ma też już kancelistów, których odpowiedzialność ograniczała się do przepisywania dokumentów czy przystawiania pieczątek. Dowolny zawód można, rzecz jasna, uprawiać z nudą i dystansem, ale to już wynika z wyboru osoby zatrudnionej i jest raczej zubożeniem możliwości, które daje jego wykonywanie. W każdej pracy, niemal codziennie, otwiera się przed pracownikiem labirynt ścieżek, które wymagają podejmowania decyzji na bieżąco, z wykorzystaniem potencjału intelektualnego i przygotowania zawodowego. Trudno też mówić, by funkcjonowanie wymagające odpowiedzialności i owocujące rosnącym poczuciem własnego znaczenia nie rodziło choćby minimalnego stosunku emocjonalnego do swoich działań, czyli pasji. Inaczej cierpi nie tylko jakość wykonania, ale i dobrostan pracownika. Dodatkowo w zawodach relacyjnych – których nieodłączną częścią jest wchodzenie w interakcje z innymi ludźmi, najczęściej o charakterze opiekuńczym, wychowawczym, edukującym czy pielęgnacyjnym – brak elementu pasji skutkuje szkodą dla dobrostanu zarówno osoby zatrudnionej, jak i klienta, pacjenta, podopiecznego czy ucznia. Są to więc sytuacje ocierające się o patologię zawodową – a przynajmniej tak powinno się je postrzegać. Może powinniśmy się wobec tego posługiwać raczej określeniem „zawód, który jest pasją”? O tym, że autorzy badania również zauważają tę okoliczność, świadczy fakt, iż nauczyciele, „którzy bez zaangażowania przekazują wiedzę z kolejnych rozdziałów podręcznika”, a których obecność w szkołach odnotowują uczestnicy badania, są oceniani jednoznacznie negatywnie. Jak to ujął jeden z uczniów: „(…) robi to, co musi i jakby się zamyka, nie musi robić nic więcej. (…) moim zdaniem jest to bardzo odpowiedzialny zawód i to powinni być jednak ludzie z taką pasją”. Inny respondent, dyrektor, nie zaprzecza, że ma do czynienia z nauczycielami bez zacięcia do swojej pracy, którzy do zawodu przyszli „z przypadku”. Pada też propozycja wstępnej selekcji takich osób na etapie naboru na studia pedagogiczne: „Zanim się zostanie nauczycielem, kandydaci powinni być poddawani badaniom, czy mają w sobie pokłady empatii, które pozwolą im podołać tej pracy”. O badaniu słów kilka Zgodnie z danymi podanymi w raporcie badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2021 r., czyli chyba w najtrudniejszym okresie roku szkolnego – po ponad pół roku ciągłej pracy i nauki w trybie zdalnym, w czasie wiosennego przesilenia, w obliczu zbliżających się egzaminów końcowych. Może to stanowić gwarancję, że dane zebrane w tych okolicznościach nie będą optymistyczne; odpowiedzi mogłyby być inne w czasie wakacyjnego odpoczynku. Dane zbierano w toku badań ilościowych, przeprowadzonych wśród najważniejszych interesariuszy systemu, czyli uczniów i uczennic szkół ponadpodstawowych (zabrakło więc perspektywy najmłodszych), rodziców i personelu pedagogicznego szkół każdego szczebla oraz kadry zarządzającej placówkami edukacyjnymi. W badaniu posłużono się procedurą CAWI (wywiadami online), a łączna pula respondentów wyniosła 1446 (w każdej grupie kontrolowano parametry, takie jak typ szkoły i płeć respondenta). Uzupełniono je informacjami zebranymi w toku 20 indywidualnie przeprowadzonych wywiadów pogłębionych. Blaski i cienie zawodu Mimo wszelkich niedogodności (o których za chwilę) aż 78 proc. nauczycieli czuje satysfakcję z wykonywanej pracy. Ciekawe, skąd bierze się dość znaczna różnica w zależności od typu szkoły: pozytywnie odpowiedziało 80 proc. pracujących w szkołach podstawowych, podczas gdy osoby lubiące swoją pracę w szkołach ponadpodstawowych stanowiły 72 proc. grupy. Jest to tym bardziej interesujące, że w uzasadnieniu nauczyciele na pierwszym miejscu stawiali możliwość budowania relacji interpersonalnych z uczniami, co chroni przed monotonią i wypaleniem. Ich zdaniem kontakt z uczennicami i uczniami stymuluje do własnego rozwoju, dzięki czemu pedagodzy „nie starzeją się szybko”. Motywują ich również widoczne efekty pracy i związki z kolegami ze środowiska nauczycielskiego oraz poczucie wykonywanej misji – jak ujął to w wywiadzie dyrektor szkoły podstawowej: „(…) mogę mieć wpływ (…) na przyszłość kraju, bo wypusz¬czam młodych ludzi spod swoich skrzydeł”. Jak każdy zawód, i ten nie jest pozbawiony negatywnych stron. Z punktu widzenia zawodowej misji najbardziej dramatyczną informację przekazują uczniowie. Niemal połowa z nich (45 proc.) twierdzi, że w ich klasie jest przynajmniej jedna osoba, z którą nauczyciele sobie „nie radzą”. Powodem jest przede wszystkim brak wsparcia w rozwiązywaniu trudności wychowawczych (podało go 30 proc. ogółu badanych). Tę trudność, czyli brak wsparcia, sami nauczyciele plasują dopiero na piątym miejscu. W wypełnianych przez nich kwestionariuszach w odpowiedzi na pytanie o trudności w wykonywaniu zawodu najczęściej wskazywano na biurokrację (70 proc. ogółu odpowiedzi), naukę zdalną (60 proc.), przeładowane klasy (58 proc.) oraz niski prestiż zawodu (52 proc.). Warto zaznaczyć, że zgodnie z informacją zawartą w raporcie w rozmowach z nauczycielami okazało się, iż „biurokracja” obejmuje nie tylko rozbudowaną papierologię, ale też sztywne ramy podstawy programowej i nacisk na „trening do egzaminów”. To obszerne ujęcie powoduje pewne rozmycie problemów, czym innym jest bowiem narzucony przez władze centralne czy przez samych nadgorliwych dyrektorów wymóg wypełniania formularzy i sporządzania sprawozdań, czym innym zaś są wytyczne prawa oświatowego dotyczące treści nauczania oraz kładzenie nacisku na wyniki egzaminów zewnętrznych – co także stanowi pochodną systemu. Błędem systemu jest też rozbieżność deklaracji o twórczym uczeniu i nacisku na rozwiązywanie problemów z praktyką narzuconą przez zawarte w podstawie programowej zbyt szczegółowe listy faktów do pamięciowego przyswojenia. Rzeczywistość pokazuje, że można uczyć twórczo pomimo przeładowanej podstawy programowej i nacisków na wyniki egzaminów. Bywa więc tak, że te okoliczności są przytaczane jako wygodna wymówka. Bardzo dużo zależy od atmosfery szkoły, od postawy dyrekcji – co również podkreślali nauczyciele w rozmowach indywidualnych. Nie znaczy to, że można przestać domagać się zmian w systemie, bo nie o to chodzi, aby od nauczycieli oczekiwać swoistej gimnastyki umysłowej i wymyślania wybiegów, ale by oficjalne ramy ułatwiały dobre uczenie. Ta sama uwaga dotyczy iluzorycznej – zdaniem nauczycieli – możliwości indywidualizacji procesów edukacyjnych, której się od nich wymaga, ale którą uniemożliwiają zarówno przeładowanie obowiązkowego programu, jak i zbyt liczne klasy szkolne. Jak czytamy w raporcie: „W efek¬cie gros odpowiedzialności za naukę przerzuca się na uczniów, rodziców i korepetytorów. Dobrze ten problem obrazują dane – aż 45 proc. uczniów uważa, że ma zadawane za dużo prac domowych, podobny odsetek deklaruje (43 proc.), że potrzebuje pomocy korepetytora lub rodzica. Jest to zjawisko szczególnie powszechne w szkołach ponadpodstawowych, gdzie doświadczenie pracy z korepetytorem (obecne lub niedawne) ma aż 60 proc. uczniów”. Niejednoznaczna jest natomiast odpowiedź samych nauczycieli na pytanie o tzw. work–life balance, czyli równowagę między pracą a życiem. Mimo że są zgodni, iż czteromiesięczne wakacje są mitem, bo w praktyce pracują dużo więcej, niż powszechnie się sądzi, to „(…) pozytywnie ocenia swoje obciążenie pracą 34 proc. nauczycieli, a negatywnie 36 proc.”. Nie powinno dziwić, że z równoważeniem obciążeń wynikających z pracy i życia prywatnego lepiej sobie radzą osoby z dużym doświadczeniem w zawodzie. Warto jednak dodać, że „(…) nie bez znaczenia jest także, jakiego przedmiotu uczą”. Niebagatelnym problemem jest „samotność wobec problemów”. Mimo wspomnianej wcześniej pozytywnej wartości relacji z kolegami i koleżankami nie ma w środowisku nauczycielskim ugruntowanej praktyki dzielenia się problemami czy „(…) wspólnego wypracowywania rozwiązań (…). Wielu nauczycieli obawia się oceny swoich współpracowników, a nawet przełożo¬nych”. To właśnie przykład, jak w szkolnej rzeczywistości odbija się norma społeczna, bo podobne doświadczenia mają właściwie wszystkie grupy zawodowe. Propozycje, by wprowadzić powszechne w innych krajach tzw. peer review (omówienie przypadków zawodowych przez grono współpracowników w celu wyciągnięcia wniosków koniecznych dla poprawy przyszłej pracy organizacji) jest w Polsce odbierane jako zamach na swój status i okazję do zawodowego sekowania. Autorki raportu zauważają, że wskutek tego osamotnienia „(…) część nauczycieli wycofuje się z prób rozwiązywania problemów uczniów i ogranicza się do realizowania programu minimum – działalności czysto dydaktycznej”. Innego rodzaju problem został ujęty w osobnym rozdziale, poświęconym kwestii wypalenia zawodowego. Warto podkreślić, że choć pasja, z jaką przychodzi się do zawodu i go uprawia, nie chroni przed takim losem, to wśród zaangażowanych nauczycieli jest jednak mniej osób, które doświadczyły wypalenia. Co ciekawe, respondenci jednej z przyczyn upatrują w zbyt krótkiej ścieżce awansu zawodowego – po 10 latach i osiągnięciu stopnia nauczyciela dyplomowanego możliwości rozwoju – zewnętrzne i premiowane materialnie oraz poprzez podwyższanie statusu – w zasadzie się kończą. Same etapy awansu, egzaminy, rozmowy kwalifikacyjne stały się ich zdaniem zmechanizowane i przewidywalne („Generalnie jest to maszynka do podnoszenia pensji dzisiaj, ten awans zawodowy” – jak zauważył pewien dyrektor). Nic dziwnego, że wiele osób nie widzi potrzeby rozwoju, skoro nie sięgnie dzięki temu po wyższe stanowisko ani nie przełoży się to na stan ich konta. Innym czynnikiem sprzyjającym wypaleniu jest coraz niższy prestiż zawodowy. Nauczyciele, co naturalne, stawiają swój zawód dość wysoko w rankingach (po lekarzu, prawniku i programiście, ale wyżej niż przedsiębiorca czy polityk). Rodzice mają inne zdanie, plasując nauczycieli na ósmym miejscu, na równi z policjantem, ale po ratowniku medycznym czy strażaku. Uczniowie są najbardziej surowi: ich zdaniem trudno upaść niżej, niż zostać nauczycielem; bardziej negatywnie oceniają tylko księdza i kasjera… Pandemia nie poprawiła nauczycielskiego wizerunku, jak zauważa 62 proc. pedagogów i 45 proc. rodziców. Kolejna zmiana na gorsze wynika z przemian transformacyjnych, w których edukacja stała się usługą, a rodzice przyjęli postawę wymagającego klienta i nie wahają się głośno krytykować nauczycieli. „Uczniowie są na te sprawy wyczuleni – 36 proc. badanych młodych przyznało, że słyszeli nega¬tywne wypowiedzi rodziców o nauczycielach z ich szkoły”. Niewątpliwie nauczyciele są tego świadomi, skoro zaledwie 14 proc. chciałoby, aby ich dziecko kontynuowało rodzinną tradycję zawodową. Zawód o wielu twarzach Doświadczona nauczycielka, usłyszawszy, że zamierzam podjąć pracę w szkole, przekazała mi taką wskazówkę: „Jako edukatorka przede wszystkim musisz zainteresować. Przy tablicy trzeba być aktorem, który porywa swoją grą. Jako opiekunka przede wszystkim musisz chcieć dla nich dobrze, co czasem postawi cię w trudnej sytuacji, bo wasze definicje tego, co dobre, będą się różnić. Jako wychowawczyni musisz pamiętać, że twoim zadaniem jest umożliwienie im rozwoju, a nie formowanie ich według twoich koncepcji. A po lekcjach – uczyń rodzica swoim sojusznikiem”. To był kurs pedagogiki w pigułce, a jego celności dowodzą dane uzyskane w omawianych badaniach. Zawód nauczyciela wymaga realizowania wielu ról, które służą jednemu: wspieraniu rozwoju dziecka. Słusznie więc trzeba pytać uczniów, jak to widzą. Ich odpowiedzi potwierdzają intuicję – młodzi szukają wśród nauczycieli mentorów i przewodników, osób, które pomogą im rozwijać indywidualne talenty, przy czym 34 proc. uczniów potwierdza, że udało im się znaleźć taką osobę. Niestety niemal tyle samo, bo 32 proc. z nich, twierdzi coś przeciwnego. Uczniowie oczekują od swoich pedagogów czegoś więcej niż realizowanie podstawy programowej – 60 proc. z nich szczególnie szanuje nauczycieli, którzy zachęcają do dzielenia się opiniami i światopoglądem. Jednocześnie nie dziwi fakt, że chcą, aby nauczyciele pomogli im przygotować się do egzaminów. Rozsądny pedagog dojrzy tu wskazówkę, by umiejętnie porcjować czas zajęć i nie przeznaczać całej lekcji na zadania i testy. Istnieją zresztą badania, które potwierdzają, że można się „przetestować”, a lepsze wyniki egzaminacyjne osiągają osoby, które pewną część czasu nauki poświęciły na myślenie i rozwiązywanie problemów niekoniecznie wynikających z programów szkolnych. Warto zaznaczyć, że w odpowiedzi na pytanie o nauczycielskie priorytety (wspieranie w rozwoju i, w razie problemów, przygotowanie do egzaminów, przekazywanie wartości) wszystkie trzy grupy interesariuszy są zgodne. Okazuje się więc, że często podnoszona „rozbieżność interesów” jest złudzeniem. Można przypuszczać, że problem leży bardziej w braku umiejętności komunikacji, znajdowania wspólnego języka i negocjowania konkretów niż w autentycznych różnicach dotyczących sedna misji szkoły. Szkoła jako miejsce, w którym dziecko ma znaleźć oparcie, nie ma dobrej oceny. Jedynie połowa rodzi¬ców uważa, że uzyskają w niej pomoc w radzeniu sobie z problemami dziecka. Na szczęście większość uczniów uważa, że może liczyć na wsparcie nauczyciela w trudnych sytuacjach (tylko 27 proc. odpowiedziało przecząco). Należy pamiętać, że badaniem nie objęto uczniów szkół podstawowych, którym takie wsparcie jest bardziej potrzebne, a nierzadko krytycznie ważne. Kolejną przyjemną niespodzianką są dane dotyczące jakości relacji z rodzicami, która w powszechnym odczuciu bardzo szwankuje. Badani rodzice w 75 proc. czują się traktowani przez nauczycieli z szacunkiem, w ten sam sposób odpowiedziało 70 proc. nauczycieli. Jeśli te dane uznać za reprezentatywne, pozwalają one osiągnąć dystans wobec chóru oskarżeń na forach społecznościowych – badania mediów społecznych podkreślają, że treść wpisów dotyczących niemal każdej kwestii daje skrzywiony obraz rzeczywistości, bo najaktywniejsze są osoby niezadowolone, sfrustrowane i agresywne. Jeśli nauczyciele na coś się uskarżają, to na traktowanie ich jako dostawcy usług, a nie partnera w relacji. Najwięcej takich postaw wykazują rodzice uczniów i uczennic w klasach IV–VIII. „Na wcześniejszym poziomie edukacji nauczyciel wychowawca i rodzic mają więcej możliwości poznania się. Z kolei w szkołach ponadpodstawowych uczniowie sami przejmują odpowiedzialność za swój kontakt z nauczy¬cielem, niechętnie angażując rodziców”. Do promowania relacji klient–usługodawca przyczyniają się wywiadówki, stanowiąc nieskuteczną, a nawet hamulcową formę komunikacji nauczycieli z rodzicami, tym bardziej, że utrwalają jednokierunkową relację, w której łatwo o negatywne emocje i nieujawnione pretensje obu stron. Respondenci wskazują rolę dyrekcji, która może promować mniej sformalizowane formy kontaktu (pikniki, wspólne warsztaty itp.). Wartości cenniejsze niż inne Jakie cechy powinny wykazywać osoby uprawiające zawód nauczyciela? Uczniowie i rodzice (odpowiednio 84 proc. i 63 proc.) są zdecydowani, że przede wszystkim mają być sprawiedliwe. Przytaczane fragmenty wywiadów świadczą, że nawet zły stopień jest przyjmowany bez przyjemności, ale i bez buntu, jeśli są podstawy do negatywnej oceny uczniowskiej pracy. Zasady oceniania powinny być spójne i konsekwentne, z czym niestety bywa różnie. Zdecydowanie lepiej jest w tych szkołach, które wdrożyły kulturę pracy zespołowej, co podkreśla dyrektor takiej właśnie placówki. W badaniu wzięto też pod uwagę możliwości rozwoju i obszary, w których obecnie nauczyciele najbardziej potrzebują wsparcia. Przydałoby się im więcej kompetencji umożliwiających czuwanie nad stanem psychicznym uczniów i uczennic, ale też widać wpływ nauki online wymuszonej pandemią na dużą popularność umiejętności cyfrowych i tzw. pedagogiki zdalnej. Jedna trzecia nauczycieli podkreśliła, że chętnie nauczyliby się radzenia sobie ze stresem. Swoją drogą to kuriozalna sytuacja na naszym rynku pracy – spośród zawodów narażających pracownika na szczególnie wysoki poziom stresu dostęp do profesjonalnego wsparcia psychologicznego mają właściwie wyłącznie policjanci. Podsumowanie i znak zapytania Badanie doskonale wpisuje się w profil działalności Fundacji, pożytecznej i od kilku lat konsekwentnie realizującej pewne wątki tematyczne. Zostało przeprowadzone fachowo, raport jest przejrzysty i wart bezpośredniej lektury. Nasuwa się tylko jedna wątpliwość: czy formalnie reprezentatywny dobór respondentów faktycznie taki był? Z oczywistych przyczyn można przypuszczać, że nabór uczestników przeprowadzono w szkołach współpracujących z Fundacją, co samo w sobie osłabia losowość procedury. W raporcie brak informacji o lokalizacji szkół, których interesariusze wzięli udział w badaniu (nie wymieniono wszystkich parametrów, wyłącznie typ szkoły i płeć respondenta), nie wiadomo więc, czy wybrzmiały głosy np. szkół wiejskich. Szkoda też, że zabrakło głosu uczniów szkół podstawowych, których perspektywa mogła okazać się cenna. Można się też zastanawiać, jak długo wyniki badania pozostaną aktualne. W chwili pisania tego artykułu na opracowanie czekały ostateczne projekty gruntownych zmian prawa oświatowego, pojawiła się też nowa lista lektur uzupełniających. Innymi słowy, środowisko edukacyjne robi się coraz mniej przyjazne dla nauczycieli nawet najbardziej przepełnionych poczuciem misji, co może doprowadzić do sytuacji, w której w zawodzie pozostaną szaleńcy, święci i karierowicze. Warto byłoby zatem powtórzyć omawiane badanie, aby przekonać się, czy sformułowanie „między pasją a zawodem” faktycznie nie opisuje nowej, spolaryzowanej rzeczywistości.