Bezpłatna aplikacja na komputer – MM News... i jestem na bieżąco! Sprawdzam
Zapraszamy do zapoznania się z serwisem w wersji demo. Aby uzyskać pełen dostęp do treści kliknij "kup dostęp" i wybierz opcję najlepszą dla siebie.
, czyli dzisiaj kończy się dostęp do Twojego Niezbędnika. Przedłuż już teraz w promocji
Dostęp do serwisu wygasł w dniu . Kliknij "wznów dostęp", aby nadal korzystać z bogactwa treści, eksperckiej wiedzy, wzorów, dokumentów i aktualności oświatowych.

OPUBLIKOWANO: 8 STYCZNIA 2016

 

Niewspółpracujący rodzic

 

Opracowały: Beata Banasiak, Agnieszka Młynarczy, psycholożki pracujące w poradni psychologiczno-pedagogicznej

 

Opór rodziców może wynikać z lęku przed ingerowaniem w życie rodziny, braku wiedzy na temat prawidłowości rozwoju dziecka, wypierania lub niedostrzegania problemu („Jest jeszcze mały, wyrośnie”), niewystarczającego wglądu w potrzeby swojej pociechy. Zdarzają się jednak sytuacje, w których dziecko prezentuje inne zachowania w domu i inne na terenie przedszkola. Wtedy nakłonienie rodzica do współpracy jest najtrudniejsze i często powoduje konflikt między przedszkolem a opiekunami.

 

Opis przypadku

 

Do jednego z przedszkoli we wrześniu został zapisany trzyipółletni chłopiec Janek, który zaczął stwarzać bardzo poważne problemy. Jego zachowanie było niebezpieczne dla niego, innych dzieci, a nawet nauczycielek przedszkola. Janek był chłopcem śmiałym, wesołym, o dużej wiedzy i bogatym słownictwie. Nauczycielki oceniały, że jest dzieckiem bardzo inteligentnym. Potrafił bawić się z rówieśnikami, jednak bardzo często, bez wyraźnej przyczyny, gryzł inne dzieci. Ugryzienia były poważne, zawsze do krwi, w różne części ciała. Potrafił ugryźć inną osobę (także dorosłych) w usta, policzek. Z dnia na dzień takich zachowań było coraz więcej – właściwie codziennie Janek robił komuś krzywdę. Kilkakrotnie przedszkole musiało wzywać lekarza do poszkodowanego dziecka. Ponadto chłopiec często uciekał nauczycielkom z zajęć, potrafił wyjść poza teren placówki. Po takim zachowaniu okazywał skruchę, przepraszał, przytulał się do wychowawczyń. Mówił, że wie, iż nie wolno robić takich rzeczy.

 

Wszystkie metody zastosowane przez nauczycielki, aby wyeliminować takie zachowania, nie przyniosły efektów, przedszkole poprosiło więc o pomoc poradnię. I tu powstał pierwszy problem – matka dziecka nie widziała potrzeby konsultacji ze specjalistami, gdyż uważała, że Janek jest rozgarniętym i miłym dzieckiem, a zarzuty nauczycielek są przesadzone. Według matki w domu nie stwarzał żadnych problemów i jego dziwne zachowania w przedszkolu są wynikiem niekompetencji nauczycielek, które z pewnością je prowokują.

 

Dyrektor placówki poświęcił dużo czasu na rozmowy z matką, ta jednak nie chciała zmienić zdania. Po pewnym czasie rodzice wychowanków z grupy Janka napisali do dyrektora podanie z prośbą o przeniesienie chłopca do innej grupy lub o inne rozwiązanie tej sprawy, gdyż zaczęli obawiać się o zdrowie swoich dzieci. Oczywiście przeniesienie go nie było żadnym wyjściem z sytuacji. Jedyną możliwością było skreślenie chłopca z listy przedszkolaków. Matka, dowiedziawszy się o tym, że Janek ma zostać relegowany z przedszkola, napisała do wydziału oświaty skargę na zachowanie dyrektora, który, według niej, postępuje niezgodnie z prawem, a także działa na szkodę dziecka. Naczelnik wydziału nakazał dyrektorowi przedszkola rozwiązanie konfliktu. Poprosił poradnię psychologiczno-pedagogiczną o pomoc w tej sprawie.

 

Konflikt

 

Matka Janka i pracownicy przedszkola prezentowali różne poglądy na kwestię odpowiedzialności dorosłych za wychowanie dziecka. Ona była przekonana, że oddając dziecko do przedszkola, gdzie specjaliści od wychowania będą się nim zajmowali, nie musi współpracować z nauczycielami i to oni powinni eliminować negatywne zachowania chłopca. Przyjęła postawę obronną, nie chciała przyznać się, że być może sama jest niewydolna wychowawczo lub z Jankiem dzieje się coś, co wymaga konsultacji psychologicznej bądź psychiatrycznej. Dyrektor przedszkola oraz nauczycielki z grupy chłopca zdawali sobie sprawę, że bez konsekwentnych, wspólnych oddziaływań rodziców i przedszkola oraz bez pełnej diagnozy przyczyn zachowania dziecka żadne starania ze strony wychowawców nie przyniosą skutków. Te dwa odmienne stanowiska powodowały także różne postrzeganie problemu. Matka zachowanie pracowników przedszkola uznawała za nieżyczliwe. Uważała, że zamiast szukać rozwiązania, jedyne, co postanowili zrobić, to „pozbyć się problemu”, czyli wyrzucić chłopca z placówki.