Wychowanie do życia w rodzinie oczami psychologa.
W ostatnim czasie, za sprawą doniesień medialnych, wiele mówi się o zmianach wprowadzonych przez Ministerstwo Edukacji w zakresie podstawy programowej niektórych przedmiotów. Jednym z częściej omawianych w różnych środowiskach zagadnień są forma i treść prowadzenia Wychowania do życia w rodzinie. Zainteresowanie tym tematem wzmaga się w ciągu roku cyklicznie w dwóch okresach: na początku roku szkolnego (ponieważ trzeba się zdeklarować, czy zapisujemy nasze dzieci na te zajęcia) oraz przed wakacjami (ponieważ obawiamy się, że wszystkie nastolatki latem właśnie uprawiają seks). Skrajne opinie na temat jakości kształcenia podczas zajęć z Wychowania do życia w rodzinie powodują, że rodzicom bardzo trudno jest podjąć decyzję. Sfera płciowości i seksualności oraz zagadnienia dotyczące tworzenia trwałych i satysfakcjonujących związków są zbyt delikatne, by powierzać uczenie przedmiotu ludziom nieodpowiedzialnym i przypadkowym.
Temat „wychowania prorodzinnego” (jak zamiennie nazywa się ten przedmiot) zajmuje mnie niezwykle żywo z dwóch powodów. Po pierwsze: dlatego, że sama prowadzę „zajęcia z seksu”, jak żartobliwie określa się te lekcje w mojej szkole. Staram się przygotować do zajęć rzetelnie i wkładam w te zajęcia nie tylko wiadomości z kierunkowych studiów podyplomowych. Nie bez znaczenia jest dla mnie również cała wiedza z zakresu psychologii rozwojowej człowieka oraz seksuologii, jaką wpajano mi na studiach. Dzięki temu wszystkiemu staram się, aby zajęcia przeze mnie prowadzone miały wartość merytoryczną i rzeczywiście dawały odpowiedź na nurtujące młodych ludzi najtrudniejsze nawet pytania.
Po drugie z powodu mojej praktyki psychoterapeutycznej. Wielokrotnie w swoim gabinecie omawiałam temat płciowości oraz seksualności człowieka z różnych punktów widzenia. Z punktu widzenia rodzica, który ma wprowadzić bezpiecznie swoje dziecko w świat intymności i bliskości cielesnej oraz z punktu widzenia młodego człowieka, który wkracza w fascynujący świat doznań fizycznych i który ma w sobie wiele fascynacji i pytań, na które ani w domu, ani w szkole nie znalazł odpowiedzi.
Skoro zatem w szkole funkcjonuje przedmiot, mający zaspokoić te potrzeby (zarówno rodziców, bo niejako ma ich wyręczyć w tzw. „uświadamianiu”, jak i młodzieży, bo ma dawać odpowiedzi na wszystkie, nawet najtrudniejsze i najbardziej kontrowersyjne pytania), jak to się dzieje, że wszyscy są niezadowoleni?
Wiele już na ten temat powiedziano i wiele różnych koncepcji przekazywania młodzieży wiedzy z zakresu płciowości i seksualności człowieka w naszych szkołach było. Właściwie mieliśmy już cały wachlarz rozwiązań, od koncepcji typowo biologicznego Wychowania seksualnego, przez programy próbujące łączyć etykę chrześcijańską z rzetelną wiedzą medyczną, aż do ostatnich doniesień o pilotażowym wprowadzaniu amerykańskiego pomysłu, promującego wśród młodzieży całkowitą abstynencję, szczególnie seksualną.
W tym natłoku pomysłów na wychowywanie przyszłych pokoleń zastanawia tak silne zainteresowanie sferą płciowości oraz tak rozbieżne podejście do ilości i jakości przekazywanych młodym ludziom informacji.
Wychowanie do życia w rodzinie


