Bezpłatna aplikacja na komputer – MM News... i jestem na bieżąco! Sprawdzam
Zapraszamy do zapoznania się z serwisem w wersji demo. Aby uzyskać pełen dostęp do treści kliknij "kup dostęp" i wybierz opcję najlepszą dla siebie.
, czyli dzisiaj kończy się dostęp do Twojego Niezbędnika. Przedłuż już teraz w promocji
Dostęp do serwisu wygasł w dniu . Kliknij "wznów dostęp", aby nadal korzystać z bogactwa treści, eksperckiej wiedzy, wzorów, dokumentów i aktualności oświatowych.

 

Edukacja domowa z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. Czy i w jakim stopniu szkoły stacjonarne mogłyby wyjść naprzeciw potrzebom jej zwolenników? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie wydaje się szczególnie istotne z punktu widzenia tych placówek edukacyjnych, które pragną „odzyskać pole”, a przynajmniej jakiś jego odcinek. Okazuje się, że jest kilka możliwości, które przedsiębiorczy dyrektorzy przy współpracy chętnych nauczycieli mogą wykorzystać.

Edukacja domowa w ujęciu formalnym stanowi realizację obowiązku szkolnego poza szkołą. Jest sposobem organizacji kształcenia, jego alternatywną wobec „systemowej szkoły” formą prowadzoną w rodzinie lub przez nią organizowaną. Jednocześnie jest to „(…) bardzo dynamiczny w kilku krajach ruch społeczny, bazujący na niezależnych przedsięwzięciach pojedynczych rodzin, w których rodzice, powodowani troską o edukacyjny los własnych dzieci, przyjmują na siebie całkowitą odpowiedzialność za ich kształcenie, wychowanie i uspołecznienie, przejmując tę odpowiedzialność od państwa, jako zobligowanego przez prawo międzynarodowe i krajowe gwaranta prawa do edukacji i strażnika obowiązku jej spełniania” (M. Budajczak, Edukacja domowa, s. 12). Spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą reguluje art. 37 Prawa oświatowego

Jednocześnie edukacja domowa – zarówno w wymiarze placówek specjalizujących się w zapewnianiu tej formy realizacji obowiązku szkolnego, jak i indywidualnych osób zaangażowanych w działania edukatorów domowych – od co najmniej 30 lat stawała się ruchem społecznym. Ma on wymiar międzynarodowej współpracy organizacji z różnych państw. Prowadzą one działania lobbingowe na rzecz zmiany prawa, angażują się w budowę społeczności edukacji domowej, organizują międzynarodowe konferencje i zloty oraz zapewniają wsparcie rodzinom w edukacji domowej, oferując zasoby i usługi edukacyjne.

Jednocześnie stan edukacji w placówkach stacjonarnych (nie tylko w Polsce!) od mniej więcej tych samych 30 lat jest pod ogniem coraz ostrzejszej krytyki. Rodzice, uczniowie, nauczyciele – a więc wszyscy interesariusze – wskazują na sztywne, ponadmiarowe gorsety obligatoryjnych podstaw programowych, na wtłaczanie uczniów i uczennic do szufladek w postaci oddziałów dyktowanych wiekiem, a nie stopniem rozwoju czy zainteresowań, na rosnącą nieskuteczność – o ile nie dezynwolturę – „wykonawców systemu” w tworzeniu atmosfery bezpieczeństwa i przyjaznych relacji międzyludzkich w placówkach edukacyjnych. Nic więc dziwnego, że między 2021 a 2023 rokiem liczba uczniów uczących się w trybie edukacji domowej wzrosła ponad dwukrotnie – z 19 947 do 42 329 osób. 

Obecnie takich osób jest jeszcze więcej – w styczniu 2024 r. obowiązek szkolny w taki sposób spełniało 53 968 uczniów (J. Osiecka-Chojnacka, Edukacja domowa – wyzwania regulacyjne). Skokowo, bo niemal trzykrotnie z roku szkolnego 2022/2023 na kolejny rok szkolny, wzrosła liczba uczniów w edukacji domowej w liceach ogólnokształcących (z ponad 8 do 26 tys.). W rezultacie licea stały się typem szkoły, w której liczba uczniów w edukacji domowej jest największa (5,2 proc. ogółu licealistów). Zjawisko skokowego wzrostu dotyczy też uczniów – zwłaszcza licealistów – z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego (z 374 w roku szkolnym 2022/2023 do 1190 w 2023/2024).

Ważne!
Każdy rodzic ma prawo do wyboru edukacji domowej dla swojego dziecka zamiast tradycyjnego trybu klasowo­-lekcyjnego. Dziecko może uczyć się w domu, podczas podróży czy w innych miejscach, które nie wymagają uczestnictwa w lekcjach odbywających się w szkole. Edukacja domowa daje uczniom swobodę w wyborze sposobu nauki. W tej formie kształcenia nie ma sprawdzianów, kartkówek ani ocen. Są za to roczne egzaminy klasyfikacyjne w formie ustnej i pisemnej, które potwierdzają opanowanie materiału na danym etapie nauki. 

Zamiast ciskać gromy, jak to bywa w mediach społecznościowych, których użytkownicy mogą mylić podmiot (dzieci i rodziców podejmujących taką decyzję) z niektórymi narzędziami (w postaci platform edukacyjnych, które agresywnie się promują, dostarczając treści o niekoniecznie sprawdzonej jakości), warto postawić pytanie: dlaczego „zwykli ludzie” wybierają model, który wymaga od nich większej odpowiedzialności i dyscypliny, a nierzadko również większych nakładów finansowych? Poznawszy zaś odpowiedź – na tyle, na ile będzie to możliwe przy zastosowaniu badań i uznanych narzędzi, jakimi posługują się nauki społeczne – można się pokusić o kolejne pytanie: czy i w jakim stopniu szkoły stacjonarne mogłyby odpowiedzieć na potrzeby zwolenników edukacji domowej, zakładając, że system prawny i zasadnicze zręby finansowe pozostają niezmienione? To zastrzeżenie jest istotne, ponieważ ma uchronić przed snuciem jałowych rozważań i poruszaniem się w świecie mrzonek. Odpowiedź mogłaby posłużyć tym placówkom edukacyjnym, które pragną „odzyskać pole”, a przynajmniej jakiś jego odcinek.

Co mówią statystyki

Zjawisko edukacji domowej znalazło w ostatnich latach zainteresowanych badaczy i to z ich raportów pochodzą cytowane dane. Pierwsze to badanie zrealizowane przez Koło Nauk Psychologicznych PRAGMA działające przy Uniwersytecie Jagiellońskim we współpracy z Fundacją Edukacji Domowej (pełen raport z badania można pobrać ze strony Fundacji Edukacji Domowej: https://domowa.edu.pl/dlaczego-polacy-coraz-czesciej-wybieraja-edukacje-domowa-raport-fundacji-edukacji-domowej/; raport opracowali Jakub Celij, Aleksandra Saulewicz i Gabriela Letnovska). Drugie to badanie zrealizowane przez dr Kingę Lendzion i dr Agnieszkę Wołk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (K. Lendzion, A. Wołk, Dlaczego rodzice edukują dzieci w domu? Motywy podjęcia edukacji domowej w świetle badań własnych).

Autorki drugiej z przywołanych analiz słusznie zauważają pewien paradoks: edukacja domowa wiąże się z pełną odpowiedzialnością rodziców za proces edukacyjny dzieci, co oznacza dodatkowe obciążenie, zwłaszcza w przypadku dzieci młodszych – z „zerówki” i klas I–III. Rodzice muszą im zapewnić opiekę w ciągu dnia, kiedy ich rówieśnicy są „zaopiekowani” w szkole, co z reguły wiąże się z rezygnacją bądź ograniczeniem pracy zawodowej przez jedno z rodziców, najczęściej przez matkę. Dodatkowo konieczność stawania w roli nauczyciela, wyszukiwanie materiałów edukacyjnych do poszczególnych przedmiotów, czuwanie nad procesem nauki, wspieranie i motywowanie dzieci, zarówno tych starszych, jak i młodszych, może wiązać się ze zmęczeniem i stresem rodziców. Nawet jeśli w ostatnich latach niesłychanie zwiększyła się oferta materiałów edukacyjnych, kart pracy, dodatkowych zasobów internetowych itp., rodzice nadal są organizatorami domowego środowiska edukacyjnego i czuwają nad podtrzymywaniem motywacji swoich dzieci.