Pamiętają Państwo, jak w Cyberiadzie Stanisława Lema genialny konstruktor Trurl stworzył maszynę do rymowania – Elektrybałta? A ten, zmuszony przez Klapaucjusza do karkołomnego zadania stworzenia wiersza, w którym wszystkie słowa zaczynają się na jedną literę, dowiódł literackiej potęgi swojego twórcy? To właśnie ten moment, w którym można poszukać literackiego pierwowzoru językowego modelu sztucznej inteligencji samodzielnie tworzącej teksty. Elektrybałt opuścił bowiem świat robotycznych fantazji i stał się cyfrową rzeczywistością.
Kiedy przed kilku laty ChatGPT stał się dostępny dla przeciętnego użytkownika, mało kto – co zaskakujące – zauważył Lemowski majstersztyk i dostrzegł, że jego Elektrybałt opuścił już świat robotycznych fantazji i stał się cyfrową rzeczywistością.
Niniejszy artykuł stanowi próbę opisania wybranych możliwości sztucznej inteligencji jako narzędzia umożliwiającego tworzenie tekstów podczas pracy na lekcjach języka polskiego w szkole średniej. Przeprowadzone w duchu pedagogiki konstruktywistycznej zajęcia stały się dla młodzieży okazją do refleksji na temat zmieniających się relacji między tym, kto pisze, a tym, kto czyta oraz nad tym, co w dzisiejszych czasach może zostać uznane za oryginalne i kreatywne.
Innymi słowy można zapytać: czy cyfrowe narzędzia sztucznej inteligencji uwalniają naszą kreatywność, czy ją tłumią? I drugie ważne pytanie: czy wprowadzany model edukacji, który znajduje swój kształt w profilu absolwenta i absolwentki szkoły ponadpodstawowej, odpowiada na cyfrowe wyzwania XXI wieku?
Bajki robotów, Cyberiada a współczesne generatory pisania tekstów
Choć pierwowzór modeli językowych generujących tekst – Elektrybałt – był oparty na lampach elektronowych i technice tworzenia tranzystorów dostępnej w latach 60. XX wieku, to różnice między tworem Trurla a współczesnymi asystentami maszynowo uczonych modeli językowych wykraczają daleko poza technologię. Po pierwsze, Elektrybałt był bytem jednostkowym i autonomicznym. Co oznacza, że aby wejść z nim w kontakt, należało się z nim spotkać – albo może lepiej powiedzieć: nawiązać relację. Tłumy pisarzy i poetów musiały zatem w świecie przedstawionym opowiadania Lema przybyć do mieszkania Trurla, aby wyzwać Elektrybałta na pojedynek literacki.
Po drugie, warto pamiętać, że bohaterami Cyberiady są również twory robotyczne, tyle że „skrojone na ludzką miarę”. W przeciwieństwie do robotów-poetów o skończonych, ludzkich kompetencjach zasada działania maszyny Trurla zdaje się wywodzić z naukowych teorii posługujących się pojęciem doskonałości. Nie bez powodu Lem dodał podtytuł o „podróży do granic możliwości”.
Po trzecie, maszynę Trurla odróżnia od GPT brak interaktywności i iteracyjności w sensie współczesnym. Owszem, Trurl na etapie konstrukcji stroił Elektrybałta (ograniczał megalomanię, zwiększał liryzm), działając na zasadzie iteracji. Była to jednak ingerencja mechaniczna, polegająca na wymianie lamp elektronicznych i innych regulacjach elektronicznych dokonywanych za pomocą lutownicy. W efekcie po wstępnym programowaniu maszyna, osiągnąwszy od razu stopień doskonałości, wykonywała zadania definitywnie i jednorazowo. Dla tworu Lema nie istnieje problem nietrafnie sformułowanego promptu; generowane wiersze są doskonałe w pierwszej próbie, a zatem – są najlepsze.
Wreszcie Stanisław Lem nie przewidział (lub nie nadał temu znaczenia) zjawiska kluczowego dla obecnej pracy z generatorami: możliwości formułowania wielu różniących się od siebie odpowiedzi na to samo polecenie. Współczesny użytkownik może wybierać spośród gotowych wariantów, dążąc do uzyskania optymalnej z jego punktu widzenia odpowiedzi – co zresztą potwierdziły doświadczenia uczniów podczas lekcji.
Z perspektywy czasu uderzająco trafne okazują się natomiast Lemowskie przewidywania dotyczące samego procesu programowania maszynowego generatora tekstu. Pisarz założył, że do stworzenia określonych tekstów programy będą potrzebowały ogromnej liczby danych wejściowych – czyli tego, co współcześnie nazywamy Big Data. Przyjął przy tym koncepcję ich historycznego aplikowania (nauki Elektrybałta na podstawie danych odtwarzających historyczny przebieg zdarzeń znanych mieszkańcom Ziemi):
„Skonstruował najpierw maszynę, która modelowała chaos, i elektryczny duch latał w niej nad elektrycznymi wodami, potem dodał parametr światła, potem pramgławic, i tak po trosze zbliżał się do pierwszej epoki lodowcowej (…). Modelował tedy Trurl początki cywilizacji, krzesanie krzemieni i garbowanie skór, jaszczury i potopy, czworonożność i ogoniastość, potem zaś prabladawca, który wydał bladawca, który zapoczątkował maszynę, i tak to szło (...). Pod koniec dwudziestego wieku maszyna dostała najpierw wibracji skośnej, a potem trzęsiączki wzdłużnej, nie wiadomo czemu; Trurl bardzo się tym martwił i nawet przygotował pewną ilość cementu i klamer, gdyby się miała walić. Na szczęście jakoś się bez tych środków ostatecznych obeszło; przejechała przez wiek dwudziesty i pomknęła gładziej. Potem dopiero szły, każda po pięćdziesiąt tysięcy lat, kolejne cywilizacje istot doskonale rozumnych, z których i Trurl brał początek (…)”.
Innymi słowy, autor przewidział, że aby tworzyć nowe kreatywne teksty, należy dysponować nieskończenie wieloma danymi odnoszącymi się do rzeczywistości. Obecne narzędzia korzystają z tej samej zasady. Różnica względem Elektrybałta jest taka, że dane „uporządkowane” są synchronicznie. Dzieje się tak, ponieważ pomiędzy latami 60. a obecnymi powstał internet, czyli narzędzie, które pozwala człowiekowi gromadzić dane językowe, zaś komputerom – wzajemnie się komunikować bez pośrednictwa człowieka.
Jak działają współczesne narzędzia sztucznej inteligencji?
Jeśli porównamy wiele z dostępnych definicji AI, to zauważymy znacząca różnicę pomiędzy tymi starszymi, pochodzącymi sprzed 20 lat, i tymi bardziej współczesnymi. Definicje jeszcze z początku wieku wskazywały, że: „Sztuczna inteligencja (ang. artificial intelligence, AI) to dział informatyki zajmujący się konstruowaniem maszyn i algorytmów, których działanie posiada znamiona inteligencji (Różanowski). Obecnie definicje mówią, że programy komputerowe, o jakich mowa, są zdolne „(…) do wykonywania zadań, które wymagają ludzkiej inteligencji” (Żybula).
Różnica wskazuje m.in. na wzrost oczekiwań, jakie pokładamy w samouczących się programach. Samouczących się, czyli takich, które są zdolne do samorzutnego przystosowywania się do zmiennych warunków, podejmowania złożonych decyzji, uczenia się na błędach, rozumowania abstrakcyjnego i wykorzystujących opisane umiejętności w praktycznej realizacji. A więc np. w programach do rozpoznawania tekstów, obrazów, dźwięków, translatorach, dowodzeniu określonych twierdzeń logiki i matematyki, uczeniu maszynowym, grach symulacyjnych czy generowaniu treści


