Konsumpcjonizm charakteryzuje się m.in. nadmiernym zdobywaniem dóbr materialnych, uznawaniem posiadania za najwyższą wartość oraz wyznacznik jakości życia. Bywa napędzany różnorodnymi motywacjami – chęcią podniesienia statusu społecznego, ciągłym poszukiwaniem satysfakcji w przedmiotach, w kupowaniu kolejnych rzeczy. Najczęściej potem okazuje się, że mamy bardzo dużo, ale nie umiemy się tym cieszyć.
O konsumpcjonizmie można napisać i powiedzieć wiele. W jednym z wywiadów dr Ewa Woydyłło określiła to zjawisko mianem „rozrzutności moralnej”. Co to właściwie znaczy? Psycholożka zwróciła uwagę na to, że współcześnie mamy nadmiar rzeczy, udogodnień, wygód, ale brakuje nam radości, uważności, wdzięczności, zachwytu – wszystkich emocjonalnych doświadczeń, które czynią życie pełnym. „Nikt nie jest szczęśliwy, że dzisiaj zjadł śniadanie” – zauważa dr Woydyłło.
To już nie tylko konsumpcjonizm, lecz swego rodzaju rozrzutność moralna, czyli gubienie sensu, głębszego znaczenia, gdy mamy wszystko, ale nie umiemy się tym prawdziwie cieszyć. Z pewnością jest to jeden z aspektów nadmiernej konsumpcji dóbr.
Wpływ konsumpcjonizmu na zdrowie psychiczne
Konsumpcjonizm może doprowadzić do negatywnych skutków emocjonalnych, np. do stresu, niezadowolenia, beznadziei. Wówczas wpadamy w tzw. hedonistyczny młyn, który polega na tym, że każdy zakup przynosi chwilowe poczucie szczęścia, ono jednak szybko zanika, wywołując przymus dokonania kolejnego zakupu, zdobycia kolejnej rzeczy. To zjawisko przypomina mechanizm uzależnienia, w którym dopamina, odpowiedzialna za system nagrody w mózgu, jest uwalniana już w momencie oczekiwania na zakup, a nie podczas jego dokonywania.
Warto pamiętać, że konsumpcjonizm może działać też jak mechanizm obronny, który pozwala nam uniknąć przeżywania bolesnych i trudnych dla nas uczuć. Wówczas zakupy, oglądanie seriali, filmów, przeglądanie zasobów internetowych prowadzi najczęściej do prokrastynacji w innych istotnych obszarach życia, czyli np. niezajmowania się relacjami, pracą czy nauką.
O jedną parę butów więcej…
Czy zawsze zastanawiamy się, dlaczego chcemy coś kupić? Czy zanim podejmiemy jakąś decyzję zakupową, poświęcamy temu chwilę uważności? Czy zadajemy sobie pytania: „Po co mi to?”, „Dlaczego teraz chcę to kupić?”. Czasami możemy mieć wrażenie, że kupujemy rzeczy lub usługi, mając poczucie przymusowości działania.
To zachowanie ma swoje biologiczne i psychologiczne uzasadnienie. Jeśli kupujemy i konsumujemy zbyt często, zbyt dużo, to prawdopodobnie u podłoża tych zachowań tkwi lęk. Stajemy się wówczas uzależnieni od zachowań związanych z zakupami, ponieważ to działanie intensywnie stymuluje w naszym mózgu ośrodek nagrody i przywiązania. Natychmiastowo doświadczamy nagrody i w konsekwencji rozkoszy.
Jednocześnie może być nam bardzo trudno radzić sobie z tego typu zachowaniami, gdy nie jesteśmy wystarczająco uważni. Uczucie, potrzeba, pragnienie pojawiają się i przybierają postać imperatywu, czegoś, co natychmiast należy zrealizować i się temu podporządkować. Nie zawsze w takim momencie człowiek potrafi się zatrzymać i nazwać rzeczy po imieniu, realnie – tak, by oddać ich istotę. Co to właściwie znaczy?


