Bezpłatna aplikacja na komputer – MM News... i jestem na bieżąco! Sprawdzam
Zapraszamy do zapoznania się z serwisem w wersji demo. Aby uzyskać pełen dostęp do treści kliknij "kup dostęp" i wybierz opcję najlepszą dla siebie.
, czyli dzisiaj kończy się dostęp do Twojego Niezbędnika. Przedłuż już teraz w promocji
Dostęp do serwisu wygasł w dniu . Kliknij "wznów dostęp", aby nadal korzystać z bogactwa treści, eksperckiej wiedzy, wzorów, dokumentów i aktualności oświatowych.

Syndrom ratownika czasem określany jest jako „syndrom białego rycerza” (rycerz na białym koniu). Odnosi się on do osób odczuwających potrzebę „ratowania” innych ludzi poprzez rozwiązywanie ich problemów. Cudzysłów jest o tyle ważny, że ratującemu chodzi bardziej o własne zaangażowanie niż o jakość skutków jego działań. Co wiemy o tym zjawisku? Z czego wynika taka postawa? Co możemy zrobić, by profesjonalnie pomagając, nie ratować przypadkiem „na siłę” kosztem własnego zdrowia psychicznego i fizycznego?

Zjawisko określane w naukach społecznych jako „syndrom ratownika” (ang. the saviour complex – przy czym słowo saviour ma silniejsze konotacje niż polski „ratownik”, bo w dokładnym tłumaczeniu to „zbawiciel”) przebiło się do powszechnej świadomości w miesiącach po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wtedy popularny odbiór osoby poświęcającej się ratowaniu wzbogacił się o orientację dotyczącą negatywnych stron, zarówno dla samej pomagającej jednostki, jak i dla otoczenia oraz – ostatecznie – dla tych, którym się pomaga.

Na forach społecznościowych pojawiły się wówczas szczere wyznania tych, którzy „zgaśli jak świeczki” (jak to określiła pewna wolontariuszka, opisująca konsekwencję dwóch tygodni niemal nieprzerwanych wysiłków, które okupiła całkowitym wyczerpaniem fizycznym, pobytem w szpitalu, kroplówkami i interwencją psychologa). Ta i jej podobne relacje dotyczyły przypadków ekstremalnych – czy to dla nasilenia działań, czy wobec szczególnej psychicznej lub fizycznej niewydolności owych ratowników z wyboru.

Samo zjawisko występuje w formie łagodniejszej, wcale nie mniej ryzykownej, bo trudniejszej do spostrzeżenia i przeciwdziałania. Poza tym nie dotyczy wyłącznie wolontariuszy. Eksperci zajmujący się specyfiką zawodów, których sedno polega na pomaganiu i opiekowaniu się innymi ludźmi, od dawna alarmują, że jego chroniczne ignorowanie prowadzi do wypalenia zawodowego, które czasami na dobre wyklucza z zawodu. Dlatego (i dla kilku innych względów, w tym czysto humanitarnej potrzeby chronienia dobrych ludzi) trzeba się mu przyjrzeć bliżej.

Czy jestem ratownikiem mimo woli?

Każdy, kto angażuje się w pomoc jako wolontariusz bądź pracuje w takim zawodzie, gdzie tej pomocy udziela innym, może się zastanowić nad swoją postawą. Aby dokonać zgrubnej diagnozy, warto wyobrazić sobie, że chcemy pomóc bliskiej osobie będącej w autentycznej potrzebie, ale napotykamy na pewien opór. Osoba ta nie chce pomocy! Czy zaakceptujemy odmowę, czy będziemy nalegać, wierząc, że przecież wiemy dokładnie, jak poradzić sobie z jej problemem, niezależnie od jej chęci samodzielnego rozwiązania go? Jeśli jesteśmy osobami skłonnymi do introspekcji, możemy się przyjrzeć własnym uczuciom w takiej chwili. Czy pojawi się odruch złości, pretensji do stawiającego opór potrzebującego?

Kto potrafi uczciwie wejrzeć w swoje reakcje, rozpozna u siebie mimowolny odruch: „No co ty, przecież bez mojej pomocy sobie nie poradzisz”. Niezależnie od tego, jakie będzie zachowanie zewnętrzne, ważne jest dostrzeżenie tego momentu w wewnętrznym dialogu. Jeśli go zidentyfikujemy, możemy przyjąć, że jesteśmy co najmniej podatni na rozwój „zespołu ratownika”. Jeśli do tego pojawią się negatywne uczucia wobec odmawiającego, to mamy poważny sygnał, że lepiej się starannie przyjrzeć motywacjom, które skłaniają do angażowania się w pomaganie. Na wszelki wypadek trzeba dodać, że w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia ratować trzeba z automatu, a ewentualne introspektywne „refleksje” zostawić na później.

Warto też wspomnieć, że osoba w „zaawansowanym stadium” syndromu ratownika czuje się dobrze tylko wtedy, gdy komuś pomaga. Wierzy, że pomaganie innym jest jej misją życiową, czasem nawet jedyną przyczyną usprawiedliwiającą jej istnienie. To niebezpieczny stan, bo prędzej czy później zużycie energii na pomaganie innym – również na zwalczanie ich oporu przed niechcianą pomocą – będzie na tyle duże, że doprowadzi do wspomnianego wypalenia.

Trójkąt Karpmana

Psychologia transakcyjna zajmuje się analizą relacji międzyludzkich (i proponuje sposoby, by nieadekwatne relacje zastąpić optymalnymi). W podejściu transakcyjnym wypracowano opis mechanizmu tzw. triady Karpmana (od nazwiska psychologa, który ją zanalizował). Chodzi o „Trójkąt Dramatyczny” modelujący relacje, w których biorą udział trzy osoby, realizujące role:

  • Prześladowcy,
  • Ratownika
  • i Ofiary.